W piątek 26 czerwca 2026 miałem przyjemność wystąpić na dorocznym spotkaniu Polish Inhouse Lawyers Association PILA, w panelu o stresie i zdrowiu psychicznym prawników, w znakomitym towarzystwie Marii Brzozowskiej, Joanny Przetakiewicz i Igi Radziwiłł, prowadzonym przez Igę Iwulską.
W trakcie mojego wystąpienia zdążyłem więcej powiedzieć o niektórych traumatycznych i stresujących doświadczeniach w trakcie mojej kariery zawodowej, krótko tylko wymieniając niektóre metody radzenia sobie ze stresem, frustracją i traumą. Dlatego teraz chciałbym ten ostatni wątek, czyli sposób na radzenie sobie ze stresem, rozwinąć.
Skąd stres? Problem stresu i frustracji w zawodzie prawnika wynika z samej specyfiki zawodu. Niby oczywiste, ale warto sobie przypomnieć, że jest to zawód oparty na konflikcie, na ciągłym kwestionowaniu a przede wszystkim byciu kwestionowanym. Z tej perspektywy warto nieco przychylniej spojrzeć na prawnicze ego. Mówi się, że ze swoim ego trzeba walczyć, opanowywać chęć błyszczenia, przypodobania się, górowania etc. Tylko, jak mamy sobie radzić i być efektywnymi w przekonywaniu, jeśli nie mamy oparcia w samym sobie?. Ego jest naturalną twierdzą prawnika. Trzeba uważać, żeby nie stać się ego-maniakiem, ale nie bez przyczyny tacy właśnie osiągają największe sukcesy. Przy okazji zwróćmy jednak uwagę na pewną, rzadko dostrzeganą, szlachetność naszego zawodu. Musimy zawsze bronić swoich racji i być gotowi na ich krytykę. Musimy być kreatywni, musimy polemizować. Porównajmy to na przykład od zawodu lekarza. W medycynie dyssens (własne odrębne zdanie) jest piętnowany gorącym żelazem. Jak taka profesja ma się rozwijać, skoro dyssens jest podstawą postępu? Lekarzy najlepiej opisał Moliere w „Chorym z urojenia” już w XVII wieku, Ale to taka dygresja.
Stres i frustracja wynika też wyzwań cywilizacyjnych – szczególnie z przebodźcowania komunikacyjnego powiązanego z digitalizacją i smartfonizacją komunikacji (co ciekawe, wybuch epidemii dysforii płciowej czasowo koreluje się z premierą Iphone. Źródło "Irreversible Damage" Abigail Shrier). Natychmiastowość i wielokanałowość komunikacji przyczynia się potężnie także do konfliktu czasowego i konieczności godzenia rzeczy nie do pogodzenia w naszym zawodzie, na ogół kosztem życia osobistego i zdrowia psychicznego właśnie. To z kolei dodatkowo potęguje tzw. "zmęczenie decyzyjne” (decision fatigue) może też mieć podłoże osobiste: behawioralne (syndrom wychowawczy „not good enough”) lub genetyczne powiązane ze ścieżką dopaminową (geny DRD2, MAO i COMT) wpływającą na domyślny poziom zadowolenia z życia. Przyczyny mogą być też biologiczno-życiowe (depresja wywołana brakiem dzieci), środowiskowe (zmęczenie decyzyjne), jak i światopoglądowe (kwestia egzystencji po śmierci). Spadek samopoczucia bywa też powiązany z naużywaniem używek, które dając doraźną ulgę, w długim okresie działają negatywnie, jak i ogólnie z błędnym kołem tzw. kołowrotka hedonistycznego.
Dlatego metody radzenia sobie ze stresem i samopoczuciem muszą dotyczyć różnych obszarów, na niektóre wpływając bezpośrednio a inne adresując tylko pośrednio. Metody te zależne są też od naszej płci. Inne są metody radzenia sobie ze stresem kobiet a inne mężczyzn. W trakcie panelu podałem przykład badań, z których wynika, że mężczyźni żyją krócej po śmierci długoletniej partnerki niż odwrotnie.
Wracając do radzenia sobie ze stresem, podejście do tego można podzielić na postawy, metody i techniki.
Postawy. Z perspektywy postawy, człowiek powinien mieć w życiu misję, cel, który nadaje życiu sens i wykracza poza samą osobniczą egzystencję.
Wiara. Znakomitym i logicznym podejściem do postawy życiowej jest wiara w Boga, rozumiana nie tyle jako zrytualizowana religia, ale wiara w istnienie najwyższego bytu, którego jesteśmy zapewne częścią, i który, jak wierzę, nadaje życiu sens. Do wiary można podchodzić intuicyjnie ale można i logicznie, opierając się tak na podstawowej filozoficznej zagadce, jak może powstać coś z niczego (pytanie przez ostatnie sto lat zakazane, teraz wraca), jak i na aktualnych ustaleniach fizyki kwantowej (trudnej do pogodzenia z determinizmem, eksperymentalnie wykluczającej teorię lokalności zjawisk, wiążącej indeterminizm kwantowy z wolną wolą obserwatora, warto zaobserwować Martina Ciupę na LinkedIn, ciekawe rzeczy pisze), teoriach panpsychizmu, itp. W każdym razie zagadnieniom, które dają podstawy do zakwestionowania tradycyjnego materializmu, prowadzącego do depresji, postaw nihilistycznych, a społecznie do totalitaryzmów. Czytelnik zauważy, że swobodnie wrzucam tu do Boga wolną wolę. Wolną wolę skądinąd rozumiem jako zdolność jednostki do autoreprogramowania. Czy też, jak to moja rodzicielka mi kiedyś powiedziała, nie można całego życia uzasadniać stwierdzeniem „Jaką mnie Boziu stworzyłeś, taką mnie masz”, czyli postawą "siroty", o której za chwilę.
Skądinąd, wierze w Boga nie powinien przeszkadzać krytyczny stosunek do instytucji religijnych, takich jak Kościół katolicki czy wszystkie w zasadzie polityczne systemy rytualne. Czy może raczej krytyczny stosunek do postaw personelu tych organizacji.
Misja specjalna. Niezależnie od kwestii wiary w Boga, w życiu przydatna jest misja. Może być nakierowana na opiekę nad zwierzętami, opiekę nad umierającymi w hospicjum, bezpośrednią pomoc ubogim (nie mylić z datkami na organizacje charytatywne), ale może to być też jakaś działalność edukacyjna, kreatywna. Nie każdy ma w sobie wprawdzie żyłkę Matki Teresy z Kalkuty (odłóżmy na chwilę na bok kontrowersje wokół niej, albo wobec Gandhiego). Można też poświęcać czas samodoskonaleniu. To wprawdzie nie jest działalność na czyjąś inną rzecz ale czemu nie możemy pracować dla dobra siebie samego? Możemy. Tu nam pewnie przyklasną wszyscy malowani buddyści, ale to że nam przyklasną, to nie jest powód, żeby z samodoskonalenia rezygnować.
Dzieci. Podstawową, wręcz biologiczną misją człowieka są dzieci. Bezdzietność po czterdziestce jest częstą przyczyną depresji. Dlatego chcąc nadać swojemu życiu sens, warto pomyśleć o dzieciach. Oczywiście nie wszyscy wchodzą poza kierkegaardowską życiową fazę estetyczną, bawiąc się do upadłego do końca swoich dni. Jednak posiadanie dzieci daje podstawę spełnienia w życiu. Człowiek jest bardziej zmęczony niż bezdzietni, ale statystycznie raportuje większe spełnienie. Poza tym, inteligentni ludzie powinni się mnożyć, żeby spowolnić proces przechodzenia w idiokrację. Tu zastrzeżenie: prawnicy obojga płci konsekwentnie plasują się w czołówce najgorszych profesji na małżonka.
Embrace discomfort. Istotną postawą pomagającą w życiu jest nie stawianie się w roli biednej sieroty, w miejsce tego poszerzanie swojej strefy komfortu przez kontrolowany dyskomfort. Mechanizm komfortu przez dyskomfort jest powiązany z mechanizmem wyjścia z kołowrotka hedonistycznego. Paradoksalnie działa tu zasada mniej znaczy więcej. Jeżeli kierujemy się na zwiększanie swojego bezpośredniego komfortu i przyjemności, nasza strefa komfortu ulega stopniowemu zawężeniu. Im bardziej dążymy do komfortu i przyjemności, tym więcej rzeczy stanowi dla nas dyskomfort i nieprzyjemność. Uwaga, akceptacja dyskomfortu nie oznacza, że nie powinniśmy dążyć do ograniczenia życiowych utrudnień. Dyskomfort z wyboru jest lepszy od dyskomfortu z przymusu.
Docenienie aktualnego komfortu. Jakkolwiek to głupio zabrzmi, cudowne rzeczy wokół nas, dostępne codziennie, traktujemy jak powietrze. Na przykład …powietrze. Proszę sobie usiąść na ławce, albo przy stole, albo na łóżku. I proszę zaciągnąć się powietrzem. Okaże się, że to wspaniałe wrażenie. Prawdziwa doskonałość bytu to potrafić cieszyć się tym, że się oddycha. Do tego potem można dołożyć dach nad głową, jedzenie, kawusię. Faktem jest, żeby potrafić się cieszyć z takich niby-małych rzeczy, trzeba nauczyć się dostrzegać moment. A w tym pomaga medytacja. Może pomóc też, choć to niby niskie, przypomnienie sobie tych wszystkich ludzi, którzy dysponują mniejszym komfortem niż my sami. Zwykle zapominamy o tej części piramidy, która jest pod nami. Patrzymy tylko w górę.
Techniki i metody. I tu płynnie przechodzimy do metod radzenia sobie ze stresem i frustracją, i całą tą niby beznadzieją.
Ograniczenie decision fatigue. Metodą jest ograniczanie zmęczenia decyzyjnego. Robi się to przez planowanie następnego dnia, przez rutyny, przez eliminowanie zbędnych decyzji. Tu książkowy przykład Alberta Einsteina, który w późniejszym okresie życia zawsze ubierał się tak samo, w tym celu miał kilka egzemplarzy szarego garnituru. Steve Jobs też prawie zawsze ubierał się tak samo, w szczególności podczas prezentacji nowych produktów, konkretnie w lamerski golfik od Issey Miyake, lamerskie 501ki i sneakersy New Balance, też lamerskie (no ale jeśli stać Cię na wszystko, to w zasadzie już nie musisz z tego korzystać. Dlatego zapewne Elon Musk rzekomo mieszka w jakimś kontenterze). Uwaga, z drugiej strony wyjście poza utarte schematy decyzyjne może wspierać neuroplastyczność 😊 Ale jedno nie przeszkadza drugiemu, są to tory, które się rozmijają.
Być szczęśliwym teraz. Mówi się, że aby odczuć sukces, trzeba być szczęśliwym teraz, czyli w trakcie dochodzenia do niego. W przeciwnym wypadku każdy sukces będzie tylko polem do odhaczenia przed następnym etapem walki i kolejnym kamieniem milowym. Jakkolwiek banalnie to brzmi, to jest w tym głęboka prawda. Warto docenić przede wszystkim codzienność i codzienną walkę o te kamienie milowe.
Kilka dni temu zaproponowałem statusowe spotkanie klientowi. Trudno mi idzie utrzymywanie relacji, ale nawet ja czasem mam przebłyski. Klient się bardzo ucieszył i koniecznie chciał się spotkać. Okazało się, że nie mamy żadnej konkretnej sprawy do omówienia, bo jego sprawy toczyły się i na tym etapie były rozwiązywane przez niemieckich prawników, których mu znaleźliśmy. Jednak potrzebował się wygadać. Udzieliłem mu porady, żeby cieszył się stanem obecnym. Owszem, dostał kopa od życia (skądinąd sam się o tego kopa podświadomie poprosił), ale ten kop nadał mu przestrzeń na zmiany, kierunek i impet, do którego pewnie sam by się nie zmusił w innych okolicznościach. I że wszystko wskazuje na to, że dzięki temu wkrótce wskoczy na zupełnie nową orbitę osiągnięć i możliwości. I że powinien cieszyć się tym obecnym momentem, wcale nie czekając, aż sprawy już ostatecznie ułożą się po jego myśli.
Wracając z biura pomyślałem, że to doskonała rada też dla mnie. Ja to podejście wprawdzie często stosuję, ale jednak często też zapominam, aby cieszyć się chwilą, myśląc o kolejnych problemach klientów i swoich (np. że mam zaciek i muszę naprawić dach, albo że na korytarzu innego klienta spotkałem konkurencyjną kancelarię, co wskazuje na to, że ktoś testuje zaproponowaną przeze mnie strategię w pewnym projekcie, zamiast po prostu oprzeć się na mojej zajebiście eksperckiej opinii).
Do your thing. Nie namawiam do kompletnego ignorowania intryg pracowych i naiwnej wiary w pracowe „kochajmy się”. Nie bez kozery mówi się, żeby w pracy nie szukać przyjaciół. Mówię tylko, że jak na coś nie mamy wpływu, to lepiej zająć się swoją robotą niż zawieszać gryząc paznokcie i spekulując. Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, więc lepiej robić co do nas należy, niż zawieszać się na jałowej spekulacji (focus on the process, not on the outcome).
Przy okazji, może i nie należy szukać za bardzo przyjaciół w pracy, ale lepiej pracować z ludźmi, którzy maja ten sam system wartości i przekonania. To tworzy i stabilną podstawę, i znacząco polepsza atmosferę w robocie. Dlatego tak szanuję swój obecny zespół (no-drama team) i cieszę się, że mogę z nim pracować.
Czyny zmieniają myśli. Metodą jest też, aby wykonywać czynności, które doprowadzą nas do zmiany myślenia i odczuwania, nie tyle próbować bezpośrednio zacząć inaczej odczuwać i myśleć. Kiedy wyrzuciłem kiedyś do mamy swoją frustrację na jakieś okoliczności czy działania kogoś, nie pamiętam czy zawodowo czy rodzinnie, mama powiedziała mi „Maciuś, nie możesz tak czuć”. Tylko mnie to rozjuszyło, bo człowiek czuje to co czuje i tylko szkodliwą hipokryzją byłoby wmawiać sobie, że czuje inaczej, „bo tak czuć nie powinien”.
Dobre relacje. Na depresję i stres, i na długowieczność znacząco wpływają relacje międzyludzkie. Posiadając krąg dobrych, wspierających znajomych, możemy zrzucić z siebie stres. Są podobno na to badania. Jednak nie u każdego ten proces działa podobnie. Kobietom łatwiej jest rozładowywać stres w relacjach międzyludzkich. Mężczyzn życie wypycha w kierunku samotności. Ale trzeba pamiętać, że budowanie dobrych relacji można a może należy zacząć od rezygnacji z relacji toksycznych. No i najważniejsze, żeby samemu zostać swoim najlepszym przyjacielem.
Przechodząc do technik…
Medytacja. W poszerzeniu komfortu życia bardzo pomogły mi post i medytacja. Zacząłem od medytacji, aby stać się mniej uciążliwym dla siebie i dla innych. Rozpoczęcie medytacji jest trudne. Niby wymaga ona bezruchu i niemyślenia. Ale z tym bezruchem przecież nie od razu Kraków zbudowano, a z niemyśleniem to trochę nieporozumienie. Można przecież zacząć od 5 minut medytacji, można się też wiercić. Medytację warto zacząć z jakaś apką. Po przetestowaniu kilku, w tym także Headspace, wybrałem aplikację Fitmind, w której jeden gentleman spokojnym głosem, ale nie jak do dziecka tylko jak do dorosłego, mówi, co robić, co kontemplować, o czym ewentualnie myśleć, jak traktować swędzący nos w trakcie medytacji. Tak, medytacja pozwala nauczyć się ignorować swędzący nos. Medytacja ułatwia też stopniową poprawę samokontroli, zmniejszanie reaktywności. Zaletą Fitmind jest to, że pierwsze pięć lekcji jest za darmo. Pewnie dalej tak jest, choć tej aplikacji już nie stosuję. Pomogła mi też nauczyć się jogi nidry, czyli tzw. skanu ciała, który pozwala się zrelaksować i zasnąć (Huberman nazywa to zdaje się NSDR – non sleep deep rest). Nie wiem jednak, czy akurat jogi nidry nie skasowano w Fitmind, bo zniknęła z moich ulubionych. Może dalej jest w wersji płatnej. Na szczęście zawczasu nagrałem wersję 20 minutową drugim telefonem.
Medytować najlepiej rano, wieczór i wtedy, kiedy człowiek nie wie, w co ręce włożyć. Ja zwykle medytuję 12-15 minut przed spaniem.
Don’t let yourself be defined by that, czyli przekora.Medytacja zwiększa odstęp między bodźcem a reakcją, ale nie zawsze można o sobie powiedzieć, cytując znane powiedzenie, że „Jestem oazą spokoju, pierdolonym, kurwa, zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora...". W chwilach lekkiej irytacji, np. jak instalator drivera drukarki się zawiesza, a ty potrzebujesz zrobić skan jednej strony, kiedy już wyrzucisz z siebie pierwszą wiązkę inwektyw, pomyśl sobie „Nie dam się temu zdefiniować”. To moja świeża proteza emocjonalna, pomogła już kilka razy w chwili spięcia emocjonalnego z bliskimi. Akurat z drukarką nie pomogła, ale to oznacza, że jest przestrzeń do dalszej optymalizacji. Za to aktualnej drukarki nie wyrzuciłem przez okno. Poprzedniej, HP, też w zasadzie nie wyrzuciłem, ale walnąłem nią o parapet. Aktualna Brother jest na to za ciężka, poza tym ona zasadniczo działa, tylko aktualizacja skanera się przywiesiła).
Post. Bardzo pomógł mi post tymczasowy, do którego namawiał mnie reklamami Facebook. W 2021 roku skorzystałem z darmowego Dave Asprey's 14-Day Fasting Challenge (https://daveasprey.thinkific.com/courses/fasting-challenge). Zaczyna się od porady, żeby wcześniej położyć się spać (np. o 8 wieczór) i rano będzie z tego 12 godzin postu. I potem więcej, po tygodniu 24h postu a po 2 tygodniach 48h postu. Zapisałem się, spłynęło 14 emaili do mojej skrzynki i którejś niedzieli zacząłem to robić. I tak mi już od 5 lat zostało, że zwykle nie jadam między 12:00 a 20:00. Staram się to tzw. okno żywieniowe przesuwać w dół (czyli przestać jeść wcześniej niż o 20:00, a zacząć ewentualnie też wcześniej niż o 12:00). Kilkukrotnie zrobiłem post 48h, 72h a w zeszłym roku 96h. Stosując post tymczasowy posiłek staje się prawdziwą nagrodą, a nie tylko czymś, co się odbębnia, żeby nie ssało w żołądku. W ten oto sposób dyskomfort przeradza się w dodatkową przyjemność, bo na końcu czeka nagroda w postaci zasłużonego posiłku.
Zalety postu. Post działa zdrowotnie dzięki zjawisku autofagii i autofagii głębokiej w poście powyżej 48h (podobno zjada komórki rakowe. A nie wiem, czy Państwo wiedzą, że komórki nowotworowe powstają codziennie u każdego z nas). Post trenuje i leczy ciało i umysł. Przecież te różne specyfiki na długowieczność typu metformina promowana przez Davida Sinclaira, oraz berberyna, na którą nawet on sam się przerzucił, symulują zdaje się efekt postu. Dodatkową zaletą dłuższego postu jest to, że uwidacznia mięśnie brzucha, dlatego warto zrobić go przed sezonem plażowym.
Rób wszystko dwa razy wolniej. Nie namawiam do spowalniania pracy dla klientów w celu dublowania godzin. Namawiam do spowolnienia czynności podstawowych jak chodzenie, oddychanie, krzątanie się po kuchni, czy po domu. Nawet do zwolnienia odpowiedzi na różne pytania. Spowolnienie daje przestrzeń na mindfullness (uważność), na dostrzeżenie chwili, na bardziej świadome niż autonomiczne odczuwanie egzystencji. Spowolnienie daje też korzyści taktyczne w robocie. Ludzie, którzy sprawiają wrażenie, że mówią z namysłem, maja większą charyzmę, nawet jeśli w rzeczywistości są po prostu powolni intelektualnie. Szlag człowieka trafia, gdy po pierwszym słowie wie, co będzie mówione dalej. Tym bardziej, gdy czuje się jak ten turysta z dowcipu o bacy piłującym gałąź, na której siedzi. No więc baca siedzi na gałęzi drzewa, którą piłuje. Turysta podchodzi i mówi „Baco, nie piłujcie gałęzi, na której siedzicie, bo spadniecie”. Baca odpowiada „A idźcie panocku”. Chwilę później baca spada z gałęzią z drzewa, otrzepuje się i myśli „Prorok jaki, czy co?”. Niestety, to tylko potwierdza zasadę, że lepiej sprawiać wrażenie działania z namysłem w celu wywierania wpływu i podtrzymywania reputacji głębokiego myśliciela.
Niech ruch będzie Twoim lekarstwem a lekarstwo Twoim ruchem. Post jest spoko, ale aktualnie akurat staram się więcej jeść, żeby budować masę mięśniową, bo chudy jestem z natury. I to jest kolejna technika zarządzania stresem i zdrowiem psychicznym. Wysiłek fizyczny poprawia endorfiny. Ćwiczenia na siłowni, bieganie też, choć tego nie jestem fanem, etc. O tym napisano już chyba wszystko. Dlatego warto ćwiczyć. Jeśli nie ma się czasu albo woli, żeby pójść na siłownię, można zacząć od porannej rozgrzewki i popołudniowej powtórki. Można sobie kupić coś jak X3Bar (https://www.jaquishbiomedical.com/products/x3-bar) i trzymać pod biurkiem. Cztery podstawowe ćwiczenia dziennie zajmują jakieś 20 minut.
Chodzę też na spacery z psami do lasu. Spacer jest podobno podstawowym najzdrowszym sposobem utrzymania zdrowia fizycznego i psychicznego. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że lasek mam 5 minut samochodem, w zasadzie dałoby się do niego dojść. W lecie chodzę na bosaka. A prawie zawsze w kamizelce obciążeniowej (to buduje gęstość kości podobno).
Zwykłe chodzenie można zamienić w chodzenie izometryczne / korekcyjne / świadome, gdy będziemy pracować bądź nad mięśniami łydki, bądź nad rozciągnięciem nogi przy zakroku, bądź nad pośladkiem, albo nad poprawą wyprostu nogi w kolanie. Wygląda to przy tym trochę dziwnie, kiedy tak przechodzę z parkingu do biura, wiec od razu można ćwiczyć asertywność. W takim chodzeniu pomaga zasada „rób wszystko dwa razy wolniej”.
Psy. Pies jest istotą terapeutyczną w samej swej naturze. Właściciele psów żyją dłużej. Tylko częściej muszą się odrobaczać. Ale leki przecipasożytnicze typu iwermektyna, fenbendazol i mebendazol mają też działanie antyrakowe. Wziąłem testowo kilka razy każdy z nich i ani nie szczekam, ani nie zacząłem rżeć jak koń.
Zaletą psa lub psów jest to, że dzień sam układa się z nimi w rutynę. Jak się nie ma sensownego ogródka, to trzeba wyjść na spacer przynajmniej dwa razy dziennie. Raz dziennie trzeba dać miskę. Wadą psów jest to, że jak się chce wyjechać, to trzeba coś z nimi zrobić.
Ja polecam duże, psy o jasnej, krótkiej sierści. Mniej się kłaczą, łatwiej na nich znaleźć kleszcza, nie trzeba się schylać, żeby pogłaskać i jest kawał futrzaka, do którego można się przytulić. Wadą dużych psów jest to, że trudniej znaleźć do opieki okazjonalnej kogoś, kto się ich nie boi.
NO alko. Rezygnacja z alkoholu znacząco poprawia samopoczucie tak z perspektywy bazowego poziomu samopoczucia jak i hormonów typu serotonina i dopamina, czy coś. Ale i z perspektywy obniżenia ogólnego stanu zapalnego i ekspresji genów. Trudno jest przestać pić, bo i po co, jak to powiedział mój kolega. Ale i na to jest metoda. Tę metodę podpatrzyłem u pewnego nieco szalonego biohakera – Briana Johnsona. Gość jest kontrowersyjny i właśnie mu zdiagnozowano chorobę autoimmunologiczną (przyjmuje tylko posiłki roślinne, unika słońca i przyjmował eksperymentalne szczepionki), ale sama technika „zwolnienia Wieczornego Briana” działa znakomicie, choć ma skutki uboczne. Brian Johnson powiedział w jednym wywiadzie, że Brian Poranny ma różne świetne pomysły i dużo energii. Ale potem przychodzi Brian Wieczorny i podjada i popija. Więc on zwolnił Briana Wieczornego za pomocą wczesnego chodzenia spać. I tu niestety są skutki uboczne. Jak to powiedział Ernest Hemingway, prawdziwy twórca musi albo pić albo ćpać. Ja najwięcej pisałem wieczorem i w nocy przykuwając się do biurka butelką białego wina. Aktualnie po 20:00 się wyciszam, nie pracuję, rozciągam się, biorę kąpiel z solą epsom, medytuję, idę spać. Rozwiązanie świetne, o ile nie ma się do napisania skargi kasacyjnej na dziś, umowy albo prezentacji na rano (prezentacje zawsze są na rano). Zwolnienie Wieczornego Brajana niestety ogranicza też przestrzeń na socjalizację, utrzymywanie relacji i robienie interesów. Ale, jak powiedziałem, coś za coś.
Uzależnienia. Pamiętajmy przy okazji, że alkohol, narkotyki i inne używki, nawet scrollowanie social mediów, to są tzw. coping mechanisms, czyli metody doraźnego radzenia sobie z innymi problemami. Dlatego wg mnie nie warto atakować uzależnień wprost. Lepiej je okrążać, adresując problemy, które przykrywają, czy też wykorzystywać w swoistym aikido do osiągania innych celów. Np. uzależnienie od przeglądania mediów społecznosciowych można wykorzystać dopogłębiania wiedzy o interesujących nas tematach: duchowości, biohakingu, osiągnięciach naukowych, itp. Tu znaczącą przewagę nad innymi mediami ma TikTok, tylko po angielsku. Także Instagram poprawił swój algorytm. Ale nawet Facebooka można czegoś nauczyć o sobie świadomie feedbackując reklamy. Takie podejście okrążające ułatwia docelowo poradzenie sobie z konkretnym nałogiem.
Sauna. Na stres znakomicie pomaga też sauna i działa przeciwdepresyjnie. Po 25 minutach w saunie generalnie ma się problemy w nosie. Sauna działa też detoksyfikująco oraz jako stresor hormetyczny.
Suplementy. Są też suplementy na stres, poprawę snu i mnóstwo innych rzeczy. Dave Asprey zażywa około 120, Brian Johnson podobnie, Ray Kurzweil 160. Ja też sporo, choć nie do końca wiem, czy one działają. Ale wyniki badań mam znakomite. Suplementy to królicza norka, która na początku wywołuje kompletna dezorientację. Dezorientacja pozostaje na dłużej, ale za to człowiek się do niej przyzwyczaja. Tu tylko napiszę, że podobno szafran ma działanie przeciwdepresyjne. Ja tego nie sprawdziłem, bo wprawdzie kupiłem ale zapominam używać. Jak pamiętam, wrzucam go do kawy kuloodpornej. Tylko jak potem zamieszam mieszadełkiem, to muszę wyjmować nitki z tej sprężynki. Z suplementami jak i innymi rzeczami (zioła, urządzenia) dobrze działa zasada redundancji czyli nadmiarowości. Kupuję prawie wszystko, co mi media społecznościowe podrzucają. Natomiast niekoniecznie stosuję. Leży to potem aż znowu mi się przypomni, lub przypomną mi social media. Negatywnym aspektem suplementów są substancje wypełniające i zanieczyszczenia.
Urządzenia. Można stosować gadżety PEMF (Omnipemf), elektryczne (Pulsetto), infradźwiękowe, emitery światła czerwonego i podczerwonego. Mam, stosowałem przez jakiś czas, żeby zwalczyć bezsenność w okresie transformacji. Teraz zapominam albo mi się nie chce. Ale wywarły swój efekt albo rzeczywisty, albo przynajmniej motywacyjno-placebo. Leżą w zasięgu wzroku (zasada minimalizacji blokerów) i może kiedyś znowu zacznę.
Tanzen, tanzen. Dobre technoparty też działa odstresowująco. Jednak bilans korzyści i strat może ostatecznie okazać się negatywny, bo to rozrywka raczej nocna a towarzystwo niekoniecznie może być nastawione tak samo prozdrowotnie. Oraz jak się już ma dzieci, to człowiek rano nie pośpi. Z tych i innych powodów ja ostatnio byłem na imprezie na Mayday Polska w 2019 roku. Ubawiłem się wtedy jak fretka. Można nadmienić, że przez kilka lat na początku lat 2000 byłem współorganizatorem tej imprezy, a przez chwilę jej rzecznikiem prasowym.
Dobry sen to podstawa. Sen to podstawa dobrego samopoczucia. Dlatego warto całkowicie zaciemnić sobie sypialnię i spać w chłodzie (natomiast dobrze przykrytym). Dobrze jest wyciszać się i zamiast przeglądać wieczorem media społecznościowe, poczytać książkę, porozciągać się, wziąć kąpiel z solą epsom i solą bocheńską. Nie jeść trzy godziny przed snem. Nie pić kawy po 16:00 albo i wcześniej. Nie pić alkoholu wieczorem, bo pogarsza jakość snu. Iść spać możliwie wcześnie, bo sen głęboki zachodzi w pierwszej połowie nocy. ChatGPT twierdzi, że nie oznacza to, że trzeba chodzić spać wcześnie, ale że regularnie. Mój Oura Ring twierdził co innego.
Czasem śpię w nausznych słuchawkach wyciszających Bose Quiet Comfort. Tylko albo ich nie włączam, albo wkładam kabel od słuchawek, żeby Bluetooth nie działał. Robię to często rano. Jak budzą mnie ptaki swoim śpiewem, pięknie, ale jak robią to o 4:30 rano, nie pięknie. Wtedy zakładam słuchawki, zsuwam je z lewego ucha, bo śpię na lewym boku (Matt Walker mówi, że najgorszą pozycją do spania jest pozycja na plecach), zakładam wcześniej też jedwabną zaślepkę na oczy i …budzę się o 7:00 czyli o 45 minut do godziny później niż optymalnie, ale za to dospany.
Na ogół wynoszę z sypialni telefon komórkowy. Zawsze włączam mu tryb samolotowy i wyłączam całkowicie Bluetooth i wifi. Router wifi w domu ma wyłącznik czasowy między 23 a 6 rano.
A żeby na pewno oddychać nosem, zaklejam na noc usta taśmą micropore 3M.
Dobry sen zaczyna się rano. Jednak dobry wieczór i dobry sen zaczyna się rano. Rezygnacja ze śniadań otworzyła mi potężne poranne okno na relaks i aktywność. Dzięki temu rano zacząłem uczyć się hiszpańskiego z Duolingo. W 2 lata opanowałem hiszpański roboczo, w cztery – całkiem dobrze. Teraz uczę się chińskiego. Więcej czasu o poranku pozwoliło mi też robić poranną rozgrzewkę, wyskoczyć na spacer z psami, też żeby zażyć porannego światła słonecznego w oczy.
To spowodowało, że wieczorem nie mogę doczekać się poranka.
Jak zacząć dzień? Od kilku lat zaczynam dzień tak samo. Przewracam się na brzuch, odsuwam kołdrę i robię w łóżku 2 minuty deski. Zaczynałem od 30 sekund. Deska pobudza krążenie i potem mogę wstawać. Biorę szczyptę soli kamiennej i popijam wodą mineralną ze szklanej butelki, Kingą Pienińską albo San Pellegrino. Następnie robię kilka pompek (między 10 a 50, zależnie od porannej energii i pory roku), trochę przysiadów, może dynamiczne rozciąganie, trochę poskaczę na trampolince, żeby poruszyć limfę. Idę do kuchni i piję shota z oliwy ekologicznej, soku z cytryny ekologicznej i ekologicznego pieprzu cayenne. Trik polega na tym, żeby tego nie rozmieszać, samo układa się warstwowo. Ten shot pobudza mnie tak, że mógłbym nie pić kawy. Ale po kolejnych 20-30 minutach piję kawę (tak ekologiczną, z ekspresu kolbowego, w którym tylko pojemnik na zimną wodę jest plastikowy), bo to taki rytuał, no i piję ją z olejem MCT, masłem ekologicznym i NMN (rozmieszaną elektrycznym spieniaczem do kawy). Wcześniej piję kolejną szklankę wody z zestawem innych proszków typu NAC, glicyna, glutamina, l-karnityna, resweratrol, tauryna i co mi tam wpadnie w ręce.
Idealnie byłoby pójść rano z psami na spacer, ale to mi się udaje rzadziej niż częściej, szczególnie że chwilowo nie mogę chodzić po okolicy, bo robią ulice na kwadracie.
Zimny prysznic. Dobrą metodą na endorfiny i poszerzenie strefy komfortu jest też zimny prysznic. Ja jednak wyznaję szkołę, że zimno zaraz po przebudzeniu może spowodować atak serca. Więc zimny prysznic biorę jak już się dobrze rozruszam, jakoś 2h po wstaniu, np. po spacerze z psami. Tu uwaga, zimne kąpiele i zimne prysznice po ćwiczeniach spowalniają regenerację mięśni. Dlatego ćwiczy się po krioterapii a nie przed. Jak nauczyć się brać zimny prysznic – na to też mam swoją technikę, najpierw natrzeć się wodą, a potem dopiero wejść pod pełny strumień. Tak samo robi Wim Hof. Ale zaczynałem od przeskakiwania z prysznica gorącego w zimny.
Breathwork. Codzienne ćwiczenia oddechowe też pomagają w odstresowywaniu. Tylko to wcale nie jest tak łatwo robić. Przez chwilę ćwiczyłem oddychanie Wima Hofa właśnie. Czasem Box Breathing. Ale nie wdrożyłem tego nawyku na stałe. Niekiedy ćwiczę za to oddychanie czekając, aż ktoś skończy mówić.
Dieta. Elementem poprawy swojego dobrostanu psychicznego i fizycznego jest też właściwa dieta. Zdrowiej jest gotować sobie samemu ze zdrowych składników, kontrolując cały proces, niż jeść w restauracji (na jakich olejach smażą? Bo zaopatrują się wiadomo gdzie, w Eurocash), a już tym bardziej kupować gotowe śmieciowe żarcie. Takie gotowanie to wyzwanie logistyczne i edukacyjne, ale sam wiem, ze da się zrobić, skoro się tego nauczyłem po 50ce. Gotowanie a już szczególnie nauka gotowania w późniejszym wieku ma udokumentowane zalety anty-demencyjne. Wspiera neuroplastyczność. Podobnie jak mycie zębów niedominującą ręką.
Podsumowanie. Tych postaw, metod, technik poprawy samopoczucia i rozładowywania stresu jest pewnie dużo więcej. Warto jednak zacząć od najprostszych i warto zacząć od jakiejkolwiek. W tej drodze nie liczy się cel lecz każdy krok. Podejmując pierwszy krok, potem możemy postawić kolejny. I za chwilę może okazać się, że ta ścieżka zarówno poprawi nam samopoczucie wprost, jak i stanie się drogą życiową, satysfakcjonującą samą w sobie.
Wyrozumiałość. Na koniec może najważniejsze. Powinniśmy być wyrozumiali dla samych siebie. Chase Hughes nawet mówi „Be delusionally self-forgiving”. Niech Maciek Dzisiejszy nie powtarza błędów Iliona Tichego z Podróży czternastej, opisanej przez Stanisława Lema w Dziennikach Gwiazdowych. Niech Dzisiejszy traktuje Wczorajszego z wyrozumiałością a nie z wyrzutami. Owszem, Dzisiejszy powinien troszczyć się o Jutrzejszego. Ale Jutrzejszy Dzisiejszy nie powinien robić pretensji Dzisiejszemu Wczorajszemu o to co się nie udało. Powinien go przytulić i poklepać po plecach. W końcu Jutrzejszy Dzisiejszy to Pojutrzejszy Wczorajszy. Rozumiecie, o czym mówię, prawda?